O tym, jak pies jeździł koleją słyszało już wiele osób, ale o kocie żeglarzu już niekoniecznie, tym bardziej ratowanym z 30-metrowych drzew, rosnących przy marinie na kempingu „Wajk” nad Jeziorem Drawskim.

Panicz, bo tak wabi się uratowany kot, to przysłowiowa „znajda”, znaleziona przypadkowo na ulicy w Gdyni, a przygarnięta przez gdańskich żeglarzy. Z czasem okazało się, że pasja do żeglowania i podróżowania właścicieli kota, udzieliła się również ich podopiecznemu. On też, jako domowy pupil lubi mieć wakacje poza czterema ścianami swojego mieszkania. Bo każdy kociarz wie, że od kiedy w jego domu pojawia się czworonożny przyjaciel, to jakby z automatu człowiek stawał się lokatorem u kota, a nie na odwrót.

I tak Panicz został żeglarzem, który wraz ze swoimi opiekunami opływał już niemal całe Mazury, Suwalszczyznę, Południową cześć Bałtyku, aż nadeszła pora na żeglowanie na Jeziorze Drawskim. I nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nagle coś nie spłoszyło Panicza wypoczywającego na pokładzie jachtu. Przestraszony kot wyskoczył z żaglówki do wody, w popłochu przepłyną pod pomostem i wdrapał się na 30-metrową pobliska olchę. W marinie nastąpiło poruszenie, bo jeśli dla żeglarzy zrozumiałe jest hasło „człowiek za burtą”, to załogant na drzewie, brzmi już nieco bardziej zaskakująco.



Mimo nawoływań zarówno właścicieli, jak przypadkowych turystów z kempingu, nie było szans, aby kot o własnych siłach zszedł z tak wysokiego drzewa, tym bardziej, że na codzień jest typowym kanapowcem, nie opuszczającym swojego mieszkania.


Jedyną nadzieją był przyjazd straży pożarnej, która w brawurowy sposób uratowałaby (parafrazując „Misia” Bareji) „plebejskiego uciekiniera chroniącego się w prasłowiańskiej olszy”. Strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej z Siemczyna oraz Czaplinka, z oddaniem i ogromnym zaangażowaniem walczyli o uratowanie kota. Akcja nie była łatwa, bo zwierzę schowało się w bardzo wysokim i niedostępnym miejscu w koronie drzew. 10-metrowa drabina strażacka okazała się niewystarczająca. Jednakże strażacy nie podawali się i za punkt honoru postawili sobie uratowanie Panicza. Wezwali posiłki. Po 10 minutach na miejsce akcji oprócz wozu strażackiego „Kubuś” należącego do OSP w Siemczynie przyjechał podnośnik SH25 MAN TGL 12.250 z OSP w Czaplinku, przy użyciu którego strażak Piotr i jego koledzy, byli w stanie dosięgnąć kota i bezpiecznie sprowadzić go na dół. Zebrani ludzie bili brawa i wiwatowali dzielnej i niezłomnej ekipie straży pożarnej, która ratowała Panicza z takim samym zaangażowaniem jak człowieka z płonącego domu. Strażacy z Siemczyna udowodnili, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych, a uratowanie każdej istoty jest tak samo ważne! Dzięki nim Panicz zyskał kolejne życie, aby dalej móc żeglować i jeszcze nie raz odwiedzić piękne tereny Pojezierza Drawskiego, które nie tylko kusi atrakcjami turystycznymi, ale również daje poczucie bezpieczeństwa każdemu wczasowiczowi, nawet temu czworonożnemu.


Tekst: Dla Magazynu Drawskiego Magdalena Sokół z dedykacją dla dzielnych STRAŻAKÓW 
Zdjęcia: Marzeny Kaczmarek-Olejniczak, Jędrzej Nowak